RSS
niedziela, 07 czerwca 2009
Przewoźnicy dusz

Zanim kultura masowa rozpowszechniła postać śmierci – kostuchy mieliśmy do czynienia z całą gamą przeobrażeń śmierci wytworzonych w rozmaitych religiach świata. Warto przyjrzeć się niektórym z nich. Pozwoli nam to uświadomić sobie nie tylko jak śmierć wyobrażali sobie starożytni, ale także zauważyć, jak wiele z tych wyobrażeń przetrwało do dziś.

Już w Biblii odnaleźć możemy różnorodne wyobrażenia śmierci. Najbardziej znana jest chyba śmierć w roli jeźdźca Apokalipsy na płowym koniu: I ujrzałem: oto koń trupio blady, a imię siedzącego na nim Śmierć. W Biblii śmierć króluje (Śmierć królowała od Adama do Mojżesza) lub staje się nieprzyjacielem (A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć) W teologii żydowskiej i muzułmańskiej mamy do czynienia z postacią Anioła Śmierci — Azraela, który oddziela duszę od ciała i służy Bogu jako poseł. Tunezyjska opowieść, nawiązując do fragmentu Księgi Rodzaju, w którym jest mowa o tym, że pierwsi ludzie mogli żyć kilkaset lat, tłumaczy obowiązki anioła śmierci. Opowiada o kobiecie, mającej w dniu śmierci 500 lat, która wskrzeszona przez Allacha, powiedziała, że ma dosyć życia. Dlatego Allach nakazał Azraelowi, aby ten uwalniał ludzi od zmartwień śmiertelników po 70 latach. 

W panteonie olimpijskim śmiercionośne siły były w rękach bogów — Zeusa, Ateny, Apolla, Artemidy, Aresa, Hadesa, Hekate i Persefony. Jednak postacią najbardziej zbliżoną do wyobrażeń śmierć był bożek Tanatos. Przedstawiano go jako młodzieńca z czarnymi skrzydłami i odwróconą, zgaszoną pochodnią. Tak pisze o nim Jan Parandowski: "Tanatos, syn Nocy, zlatuje na czarnych skrzydłach, wchodzi niepostrzeżony do pokoju i złotym nożem odcina konającemu pukiel włosów. W ten sposób, niby kapłan umarłych, poświęca człowieka na ofiarę bóstwom podziemnym i na zawsze odrywa od ziemi." Jednak wielu badaczy zwraca uwagę na fakt, iż nawet bóg Tanatos nie jest śmiercią uosobioną, a jedynie tym, który śmierć zsyła. W starożytności nie istniało według nich alegoryczne przedstawienie śmierci z tego prostego powodu, że była ona wówczas pojęciem czysto abstrakcyjnym.

Mitologia grecka wykreowała także postać Charona - ducha świata podziemnego, który był przewoźnikiem dusz zmarłych przez mityczną rzekę Styks. Podczas podróży Charon sterował łodzią, w której wiosłowały dusze zmarłych. W sztuce przedstawia się Charona jako siwego, brodatego starca ubranego w strój niewolnika i okrągły kapelusz podróżny, często w łodzi, z wiosłem w ręku. Innymi postaciami bezpośrednio kojarzonymi ze śmiercią były mojry - trzy siostry czuwające nad życiem każdego człowieka. Plotły tzw. nić życia, której przecięcie wiązało się ze śmiercią właściciela nici.

W tradycji Majów Ah Puch – bóg śmierci przedstawiany był jako szkielet lub opuchnięte zwłoki. Jako Hunhau, władca demonów, rządził najniższym, dziewiątym piekłem, zwanym Mitnal. Z kolei tradycja środkowowschodnia zsyła nam wyobrażenie śmierci jako uzbrojonej kobiety o skrzydłach nietoperza, pazurach jastrzębia i rozpuszczonych włosach. Innym razem pojawia się jako szkielet okryty zdobionym złotem, aksamitnym płaszczem, który trzyma maski ukazujące różne oblicza śmierci: obojętność, przerażenie, wstręt, łagodność, litość, okrucieństwo.

 

18:40, black_owl
Link Dodaj komentarz »
Lustrzane opowieści

W poprzednim felietonie pisałam o magicznych i legendarnych właściwościach lustra. Dziś chciałabym bardziej zagłębić się w to, jak ów niezwykły przedmiot był wykorzystywany w literaturze i kinie. A biorąc pod uwagę fakt, że wyobraźnia ludzka nie ma granic warto sprawdzić jak poradziła sobie z tak interesującym motywem, jakim jest lustro.

W mitach i legendach lustro jednoznacznie wiązało się z odbiciem. Lustrem często bywała po prostu tafla wodna. Według mitologii greckiej Narcyz zako­chał się w swoim odbiciu w wodzie i umarł z tęsknoty. Lusterko miało także właściwości obronne, bywało tarczą chro­niącą przed demonami. To właśnie zwierciadło odparło zabójczy wzrok Meduzy w Micie o Perseuszu. W Polsce zwierciadło pojawiło się między innymi w warszawskiej legendzie o bazyliszku. Potwór o kształcie koguta i z ogonem węża zabijał wzrokiem każdego, na kogo padał jego wzrok. Aby go pokonać należało za pomocą luster straszliwe spojrzenie skierować przeciw stworowi.                                                                                        

W baśniach lustro zawsze miało właściwości magiczne. Często ukazywało odległe wydarzenia, twarze osób, przeby­wających daleko lub umierających. W Królewnie Śnieżce, spopularyzowanej przez braci Grimm, macocha dowiaduje się od magicz­nego zwierciadła, gdzie przebywa jej pasierbica. Lustro w bajce Ander­sena Królowa Śniegu „miało tę własność, że wszystko dobre i ładne rozpływało się w jego odbiciu, a wszystko bezwartościowe i odstręczające stawało się w nim wyraźne i jeszcze brzydsze”. Zwierciadło Zajna al-Asnama, z Baśni z 1001 nocy, ofiarowane mu przez króla dżinnów, pokrywało plamami odbicie dziewczyny, która utraciła dziewictwo. Magiczne zwierciadło Merlina, o którym jest mowa w Królowej wieszczek Edmunda Spencera informowało króla Ryence o wszelkiej zdradzie, tajnych spiskach i planowanych przez wrogów zbrojnych napaściach. W dramacie Jeana Cocteau Orfeusz bohater, wkładając magiczne rękawice podarowane mu przez boginię śmierci, przez zwykłe lustro wkroczył do krainy zmarłych.                                           

Również literatura nowożytna, szczególnie dziecięca i fantastyczna korzystała z szeroko pojętego motywu zwierciadła. Lewis Caroll w swej książce „Po drugiej stronie lustra” opowiedział przygody dziewczynki imieniem Alicja, która znalazła się w Lustrzanym Świecie. Przechodząc w dziwny i tajemniczy sposób na drugą stronę lustra trafiła w miejsce, w którym wszystko dzieje się na opak. Motywu lustra w podobny sposób użyła Dorota Terakowska w Lustrze Pana Grymsa. Za jego pomocą kilkunastoletnia dziewczynka Agata mogła przedostać się do zaczarowanego świata Koral i go uratować. Wcześniej władca Koralu - król Tutain otrzymał od magów magiczne lustro, które pokazywało każde wybrane na planecie miejsce i zwielokrotniało jego dar wymowy, przyczyniając się do posłuchu mieszkańców. Król próbował za jego pomocą podbić cały Kosmos, za co został ukarany pozbawieniem czerwonego koloru jego świata. W książce Harry Potter i kamień filozoficzny główny bohater natyka się na zwierciadło Ein Eingarp. Nazwa lustra czytana od tyłu brzmi Pragnienie, bo zwierciadło w istocie pokazuje najszczersze pragnienia serca. Harry Potter, który nigdy nie widział swojej rodziny ujrzał ją w całości. Ron Weasley zaś widział siebie jako najlepszego spośród gromady braci. Sam Dyrektor Hogwartu twierdził, że widzi tam skarpetki, utrzymuje się w przekonaniu, że skarpetek nigdy zadość. Lustro Ein Eingarp było również ostatnią przeszkodą w znalezieniu kamienia filozoficznego. Zwierciadło Galadrieli we Władcy Pierścieni było misą wypełnioną wodą, znajdującą się w Złotym Lesie. Na powierzchni wody ukazywały się odbicia scen odległych w czasie lub przestrzeni, dzięki czemu można w nim było zobaczy przyszłość, przeszłość lub teraźniejszość.

Lustro jako źródło zła wszelkiego i katalizator przerażających wydarzeń jest motywem znanym i eksploatowanym w horrorach – zarówno w literaturze jak i w filmie. Demoniczny chłopiec, którego duch uchował się w lustrze, a teraz powrócił do świata żywych by siać zło pojawił się w filmowej serii „Omen”. Reżyser Bernard Rose również korzystał z motywu lustra w filmie Candyman, tworząc postać Candymana, czarnoskórego mężczyzny, który pojawia się zawsze, kiedy jego imię zostanie pięciokrotnie wypowiedziane przed lustrem. Zjawa ta zamiast prawej ręki ma hak, dzięki, któremu zbiera krwawe żniwo wśród ludzi, którzy decydują się na jej przywołanie. Także mistrz literackiego horroru Graham Masterton w powieści Zwierciadło piekieł centralnym punktem historii czyni lustro. Główny bohater ksiązki Martin kupuje staromodne, rzeźbione zwierciadło, którym przyozdabia pokój gościnny swego apartamentu. Po kilku dniach Emilio - wnuczek właściciela domu, zaczyna opowiadać mu, że w lustrze widuje chłopca, z którym się często bawi. Opis nieznajomego idealnie pasuje do Boofulsa – dziecięcej gwiazdy filmowej zamordowanej 50 lat temu. Po jakimś czasie Emilio znika zatapiając się w lustrzanej tafli, a na jego miejsce pojawia się żywy Boofuls.

 Po tym jakże żywym przeglądzie lustrzanych opowieści, nie pozostaje nam nic innego jak czekać na nowe. Miejmy nadzieję, jeszcze bardziej oryginalne i pasjonujące.

18:20, black_owl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 czerwca 2009
Śmierć niejedno ma imię

Gdy wyobrażamy sobie Śmierć jako postać, zawsze w rękę wkładamy jej kosę, a na głowę zarzucamy kaptur. Czynimy to bezwiednie, bo taki obraz Śmierci kreuje wszechobecna popkultura. Bardzo wyraźnie widać to w kinie, które pełnymi garściami czerpie ze wzorców średniowiecznych.

Jednak zanim Śmierć przybrała postać powszechnie znanej Kostuchy, była obrazowana na przykład jako włochate straszydło o czterech twarzach. W średniowiecznych wyobrażeniach śmierci nie zabrakło wizerunku szponiastego smoka i demona ze skrzydłami nietoperza. Dopiero później Śmierć przemieniła się w transi – rozkładające się zwłoki, by wreszcie przekształcić się w znany do dziś szkielet. Co ciekawe u Petrarki spotykamy się ze Śmiercią - kobietą odzianą w czarną suknię.

Epoka średniowiecza wykształca także specyficzne atrybuty śmierci. Wyposaża ją w kosę lub sierp, nakłada na nią czarną tunikę i sadza na wozie wiozącym trumnę. Często towarzyszy jej eskorta szkieletów. Na plecach wyrastają jej nietoperze skrzydła.

Po zanalizowaniu dziesięciu najpopularniejszych zdaniem użytkowników serwisu IMDB filmów z upostaciowioną śmiercią – aż w 8 z nich mamy do czynienia ze śmiercią zakapturzoną, z kosą w ręku. Zaczynając od Siódmej pieczęci, przez Bohatera ostatniej akcji i Sens życia wg Monty Pythona aż do filmów allenowskich takich jak: Scoop – gorący temat, czy Śmierć, miłość i śmierć. Pod czarnym kapturem znajduje się zazwyczaj kredowo biała twarz lub goła czaszka. Częstym motywem bywają negocjacje ze śmiercią. Widać to chociażby w słynnej scenie szachowego pojedynku z Siódmej Pieczęci Ingmara Bergmana. Pojawieniu się śmierci na ekranie towarzyszy mrok, noc, mgła lub bardzo zachmurzone niebo. Najczęściej się nie odzywa, jest milcząca lub wypowiada krótkie zdania.

Wyjątkiem jest tutaj Joe Black Martina Bresta. W tym filmie w rolę Śmierci wciela się sam Brad Pitt. Reżyser opowiada nam historię Śmierci, która chce sprawdzić, jak to jest być człowiekiem. Tym razem widz może obserwować na ekranie Śmierć piękną, gadatliwą i… posiadającą ludzkie uczucia. Z podobnym zabiegiem mieliśmy do czynienia w zapomnianej już dziś komedii z 1934 roku o wiele mówiącym tytule Śmierć odpoczywa. W obu filmach pojawia się wątek miłosny. Uczłowieczona Śmierć staje się obiektem uczuć pięknej kobiety. Być może jest to odległe echo znanego od czasów starożytnych – oswajania śmierci.

16:45, black_owl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 czerwca 2009
Lustereczko, powiedz przecie…

Któż nie zna baśni o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach, w której zła macocha posiadała lustro pomagające jej w poszukiwaniu pasierbicy? Kto nie słyszał o Alicji Po Drugiej Stronie Lustra? Lustro towarzyszy nam nie tylko w baśniach i legendach. Jest elementem naszej rzeczywistości, bez którego trudno się obyć. Lustra otaczają nas zewsząd. A my od wieków nadajemy im coraz to nowe znaczenie, symbolikę, a nawet moc.

Z lustrem wiąże się wiele przesądów. Stłuczone lustro ma wróżyć siedem lat nieszczęść, a przejrzenie się w jego odłamku – rychłą śmierć lub chorobę. Dlatego kawałki stłuczonego lustra należało sprzątać z zamkniętymi oczami. Wierzenie to pochodzi od Rzymian z I w. n.e., którzy do greckiego przesądu o pechu dodali siedem lat. Nieszczęściu można zapobiec, zakopując w ziemi kawałki rozbitego zwierciadła. Pecha sprowadzało też spoglądanie w lustro przy świecy, zwłaszcza w Halloween. Również panna młoda, kiedy jest już gotowa do ślubu, nie powinna zerkać w lustro przed ceremonią zaślubin. Przesąd aktorski z kolei wiązał pecha ze spojrzeniem przez ramię w czyjeś lustro. Istniało także przeświadczenie, że lustro spadające ze ściany wróży rychłą śmierć jednego z domowników. Zwierciadła także należało zasłaniać podczas burzy, by nie przyciągały piorunów.        

Panowało również powszechne przekonanie mówiące o tym, że lustro może uwięzić ludzką duszę. Stąd prawdopodobnie wziął się zwyczaj zasłaniania luster w mieszkaniu na czas zgonu domownika do czasu powrotu rodziny z pogrzebu. Ta tradycja wywodziła się być może z obawy, aby nieboszczyk nie wypatrzył so­bie przez lustro spośród obecnych towarzy­sza podróży na tamten świat, albo z po­glądu, że zwierciadło to drzwi, przez które dusza przedostać się może do (lub z) innego świata. Stąd również powstał przesąd, że niemowlę w ciągu pierwszego roku życia nie powinno przyglądać się swemu odbiciu w lustrze, aby zwierciadło nie skradło mu duszy. Ze związków zwierciadła z duszą wywodzi się także przekonanie, że wampiry i czarownice nie odbijają się w lustrze, ponieważ nie mają duszy.

Lustro było także niezbędnym atrybutem każdego maga. Nostradamus korzystał z magicznego lustra wykonanego z czarnego materiału. Zdaniem wielu badaczy słynne "Centurie" jasnowidza powstały dzięki magicznym praktykom z wykorzystaniem tegoż lustra, nie zaś jako przepowiednie astrologiczne. Podobny przedmiot posiadała również jego protektorka - Katarzyna Medycejska. Według legendy nadworny mag na żądanie swej pani ukazał w nim oblicza przyszłych władców Francji. Słynne w dziejach magii jest zwierciadło wykonane przez Johna Dee - nadwornego astrologa angielskiej królowej Elżbiety I.

W Polsce w legendy obrosło lustro czarnoksiężnika Twardowskiego znajdujące się w zakrystii bazyliki mniejszej pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie. Za pomocą tego zwierciadła czarnoksiężnik miał dla Zygmunta Augusta wywołać ducha Barbary Radziwiłłówny. Pomimo ostrzeżenia maga, że próba zbliżenia się do zjawy przyniesie im obu nieszczęście, zrozpaczony król usiłował objąć zjawę. W tym momencie duch zniknął, lustro pękło, a obaj uczestnicy seansu w niedługim czasie zmarli. Ramę zwierciadła Twardowskiego obiega napis – lekko wypukłe, złocone litery układające się w łacińskie zdanie: Zabawiał się lustrem tym Twardowski, magiczne sztuki pokazując, lecz na służbę Bożą obrócone (to) jest.

To tylko niektóre ze zwierciadlanych legend. Może teraz, gdy przypadkiem sięgniemy po lusterko, wrócimy do marzeń z dzieciństwa i zastanowimy się, co kryje się za zasłoną zwierciadlanej tafli. I uświadomimy sobie, że w tym zdawałoby się szarym świecie posiadamy przedmiot, którego największą siłą nie jest magia, ale budowana od wieków sieć niezwykłych legend, baśni i cudownych historii.

11:18, black_owl
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 maja 2009
Krzyże niezgody

Tradycja stawiania krzyży na rozstajnych drogach i na placach, aby upamiętnić bitwy i inne znaczące wydarzenia była powszechna w całej chrześcijańskiej Europie. Nigdzie jednak nie osiągnęła ona takiego rozmachu jak na Litwie, w kraju, który chrześcijaństwo przyjął najpóźniej. Dziś Litwa słynie ze swoich krzyży. Stały się one miejscem pielgrzymek zarówno ludności miejscowej jak i obcokrajowców. Są nieodłącznym punktem na mapie wycieczek oferowanych przez biura podróży z różnych części świata. W 2001 r. krzyże, jako unikalna gałąź litewskiej sztuki ludowej zostały wpisane na listę arcydzieł niematerialnego i słownego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

 

Miejscem, w którym kult krzyży jest najbardziej wyrazisty jest niewątpliwie Góra Krzyży pod Szawlami. Obecnie szacuje się, iż stoi tam ponad 20 000 krzyży. Różnią się one wielkością, kształtem, zdobieniem, czy materiałem, z którego zostały wykonane. Pielgrzymi od XIX wieku stawiają na niej krzyże z prośbą lub podziękowaniem za boże łaski.

W okresie, gdy stawianie krzyży było zabronione, stały się one formą wyrażania tożsamości narodowej, zyskując tym samym status symbolu narodowego. Ilość krzyży rosła lawinowo podczas sowieckiej okupacji Litwy. Góra Krzyży stała się wówczas sanktuarium oporu przeciwko moskiewskiej dominacji. Władze przeprowadzały liczne masowe akcje niszczenia krzyży. Największą była ta z roku 1961. Wówczas władze radzieckie za pomocą oddziałów złożonych z muzułmanów, wyselekcjonowanych z republik azjatyckich ZSRR, zniszczyły w sumie 5 tys. krzyży. Komunikat zastępcy przewodniczącego RM Litewskiej SRR L. Dirzinskaite brzmiał: Wszystkie krzyże, jakie znajdowały się na tej górze, zostały usunięte i zniszczone, a metalowe-przetopiono na złom. Jednak krzyże na Górze Krzyży były stawiane nadal, nocą, po kryjomu, podnosząc tym samym na duchu rzesze łaknących wolności Litwinów.

Dla Polaków litewski zwyczaj stawiania krzyży i zdobienia stał się wbrew pozorom dowodem na pozostałości pogaństwa. Zarówno wymyślne zdobienia, jak i materiał (dąb), z którego są wykonywane mogą świadczyć o dawnych zwyczajach, które mimo przyjęcia chrztu nie zostały wykorzenione. Agnieszka Halemba w swoim artykule przytacza wypowiedzi polskich rozmówców:

Poczucie dawnej wiary pogańskiej u Litwinów jest, weźmy krzyże, z jakiego drzewa oni je robią? Z dębu. Ja liczę, że to ostatek pogaństwa. Litwini inaczej rzeźbią swoje krzyże. Mnie się nie podobają te krzyże, wielkie.            

 Na internetowych blogach krytyka litewskiej tradycji stawiania krzyży niekiedy przybiera bardzo ostrą postać. Przez jednego z internatów Góra Krzyży została określona mianem pomnika głupoty i dewocji. Użytkownik o wiele mówiącym nicku heareticus tak pisze o Górze Krzyży: 

Katolicy są wielkimi czcicielami krzyża i męki Chrystusa - na "Górze Krzyży" kult ten przybrał najbardziej karykaturalną formę. Pod względem malowniczości "Góra Krzyży" jest ciekawym miejscem, ale jeśli ktoś miłuje Chrystusa i Słowo Boże, może czuć ból. Dla mnie jest to pomnik bałwochwalstwa - w którym krzyż jest w istocie bożkiem - i duchowego zdziczenia.           

Co ciekawe, kiedy litewskie krzyże przestają być postrzegane naukowo, Polacy zaczynają się w nich doszukiwać polskości i tworzą z nich symbol polskiego panowania na Litwie. Internauta o nicku Tadeusz II Staw na jednej z witryn opublikował wiersz Na Wileńskiej Rossie, napisany ku pokrzepieniu serc dla Wilnian i następnych pokoleń. Oto jedna z jego strof:  

Na Wileńskiej Rossie rzędy krzyży stoją
One polską mową mówić się nie boją
Ostoją jest dla nich serce Piłsudskiego
Ono także tęskni do kraju Polskiego
 

Kościół katolicki do fenomenu Góry Krzyży odniósł się pozytywnie. W 1993 r. Jan Paweł II odwiedzając Litwę, umieścił na Górze papieski krzyż i powiedział: Dziękuję wam Litwini za tę Górę Krzyży, która świadczy przed narodami Europy i całego świata o głębokiej wierze ludzi tego kraju. W jej pobliżu wybudowano klasztor franciszkanów, a Episkopat Litwy zadbał, aby przybywający na nią pielgrzymi mieli opiekę duszpasterską.

Przez lata litewskie krzyże stały się symbolami, często wzajemnie się wykluczającymi. Dla jednych są pozostałością pogaństwa, dla innych odrodzeniem katolicyzmu. Kojarzone zarówno z Litwą jak i z Polską, zyskują ogromne znaczenie na szczeblu nie tylko religijnym, ale przede wszystkim narodowym. Fenomen litewskich krzyży jest stale obecny w świadomości zarówno Litwinów jak i odwiedzających Litwę Polaków, choć pod różnymi postaciami. Tym wyobrażeniom nie sposób nadać konkretnego i jedynego kształtu. Można jedynie stwierdzić, że litewskie krzyże niewątpliwie stały się fenomenem kulturowym Europy, tym dziwniejszym, że reaktywowanym wówczas, gdy religia w życiu współczesnego człowieka schodzi na drugi plan.

16:26, black_owl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2009
MITY POPKULTURY

Dziś miejsce tradycyjnych bohaterów zajęły ikony popkultury. Dla mieszkańców Zachodu postacie Johna F. Kennedyego, czy Marilyn Monroe są równie mityczne jak Tezeusz i Helena Trojańska dla starożytnych Greków. Heraklesa zastąpił Superman, współczesnym Krezusem stał się Bill Gates. To wszystko świadczy o ogromnej tęsknocie za mitem, która w dobie powszechnej laicyzacji jest coraz bardziej widoczna. Mity są nam potrzebne. Gdy ich brakuje, musimy sami je stworzyć.

Mitologizujemy postacie powszechnie znane do tego stopnia, że nadajemy im status półbogów. Tak było m.in. z Elvisem Presley’em. Tysiące jego fanów nie uwierzyły w śmierć swojego idola, twierdząc, że uciekł on od blasku reflektorów wybierając spokojne życie na marginesie wielkiego świata. Co jakiś czas bulwarowe pisma przynosiły informacje o jego miejscach schronienia. Posiadłość „króla rock’n’rola” w Memfis stała się świątynią dla tłumów „pielgrzymów”, corocznie przyjeżdżających tam, aby oddać hołd Elvisowi. Na świecie powstały trzy kościoły z myślą o muzyku. Dla fanów kawałki prześcieradeł, na których sypiał ich mistrz traktowane były na równi z relikwiami, a dwie Francuzki posunęły się do tego, że zaproponowały 4 mln dolarów za sklonowanie Elvisa.

 

 Sobowtóry Elvisa

 

Koncerty kultowych idoli muzycznych, stały się swoistym doświadczeniem religijnym, graniczącym z ekstazą. Występom zespołu The Beatles towarzyszyło zjawisko masowej histerii, którą londyńska gazeta „Daily Mirror” określiła mianem „beatlemanii”. Doprowadziło to do rezygnacji z niektórych występów na żywo, w obawie przed coraz większym szaleństwem fanek. Podobne historie znane były już w starożytności. Nie kto inny, jak starożytny śpiewak Orfeusz został rozerwany na kawałki przez kobiety w dionizyjskim szale.

Współczesną fabryką mitów stało się Hollywood, które od ponad stu lat sprzedaje ludziom celuloidowe fantazje. Tak jak starożytne mity opowiadały o czynach bogów i herosów tak Hollywood kreuje znane na całym świecie gwiazdy filmowe, których wizerunek utrwalony w rolach granych na kinowym ekranie, w plotkach, skandalach i wywiadach tworzy ich legendę. Image gwiazdy staje się godny pożądania i lansuje wzór do naśladowania. Najważniejsze jest, by ubierać się jak ulubiona gwiazda, naśladować jej styl, nosić jej uczesanie, zachowywać tak jak ona.

Nie należy zapominać, że mit ściśle wiąże się z poszukiwaniem odpowiedzi na odwieczne pytania: kim lub czym jesteśmy?, skąd pochodzimy? i dokąd zmierzamy? Odnajdujemy je w popularnej wierze w UFO, kręgi w zbożu, nieziemskich autostopowiczów czy wydarzenia w Roswell. Celem kosmitów z latających spodków w zależności od teorii ma być podbój ziemi, eksperymenty genetyczne lub podniesienie poziomu świadomości ludzi. Erich von Däniken stworzył teorię wpływu istot pozaziemskich na życie ludzi w czasach przedhistorycznych, według której wiele tysięcy lat temu odwiedzili Ziemię przedstawiciele wysoko rozwiniętej cywilizacji i zespolili się z ludźmi. To właśnie obcy mieli przekazać ludzkości wiedzę technologiczną i zniknąć w otchłaniach Kosmosu z obietnicą powrotu. Jego teoria zdobyła ogromną popularność wśród czytelników na całym świecie, a łączny nakład książek przekroczył 60 milionów egzemplarzy.

 Mit towarzyszył ludzkości od zawsze. Zmieniała się tylko sceneria, w jakiej występował. Potrzebujemy mitu, bo potrzebujemy przewodnika po świecie, którego rozumiemy coraz mniej. Mit wyjaśnia nam świat, daje wzorce do naśladowania, ale przede wszystkim ubarwia. Ubarwia nasze życie, które bez mitu byłoby bardziej szare i nużące.

16:11, black_owl
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 maja 2009
Wirtualna śmierć

Nad tym, że komputery opanowały naszą rzeczywistość nie trzeba się zastanawiać. To fakt. Bez laptopa i Internetu nasze życie rozpadłoby się na tysiące drobnych kawałeczków. Nie do poukładania. Żyjemy w wirtualnym świecie. W nim pracujemy, robimy zakupy, spotykamy się, randkujemy. Ostatnio bardzo popularna stała się także moda na umieranie. W sieci.  

Było to prawie niezauważalne. Wydawało się, że przestrzeń śmierci dla Internetu jest zamknięta. Że umierać możemy tylko na żywo. Jakże się myliliśmy. A zaczynało się całkiem niewinnie. Od gwiazdki umieszczonej między dwoma nawiasami. Symboliczny, wirtualny znicz. Zaczął pojawiać się w opisach na komunikatorach takich jak Gadu-Gadu. Wraz z ekspansją naszej-klasy znicz pojawiał się na profilach, w opisach zdjęć. W komentarzach pod artykułami, informującymi o czyjejś śmierci. Co wyrażał? Smutek, żal po stracie bliskiej osoby, integrację w cierpieniu. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać i szperać w sieci, zorientowałam się, że ów znicz to tylko wierzchołek góry lodowej.

 

Trafiłam na wirtualny cmentarz. Przywitała mnie metalowa brama i czerwony, zbudowany z cegieł mur. Po dwóch stronach wieńczyły go posągi lwów. Z boku wisiała tabliczka. Czynne od 00.00 do 24.00. Równie dobrze można było napisać: Cmentarz całodobowy. Co ciekawe obok wielkiej bramy istniało również małe wejście – ochrzczone mianem – cmentarza dla zwierząt.

 

 

Kliknęłam na dużą bramę. Otworzyła się przede mną z rozmachem, ukazując tablicę informacyjną. Na górze widniał napis: Na tym cmentarzu, w wirtualnym świecie przetrwamy do końca dziejów ludzkości dzięki Internetowi, który przechowa informacje o nas i o naszych bliskich. Pod spodem istniała możliwość dostosowania wyglądu cmentarza do pory dnia i warunków atmosferycznych. Gdy już to zrobiliśmy, bez problemu mogliśmy ruszyć na cmentarz lub do katakumb. I zwiedzać. Oczywiście najpierw trzeba było wybrać, na jaki cmentarz się wybieramy. Katolicki, prawosławny, hinduski, czy… polskich Tatarów! Do wyboru do koloru.

 

Bez wątpienia przyjemność wystawienia wirtualnego pomnika kosztuje. Opłata jednorazowa – 20 zł plus wat. Ale, że równości nie ma nawet na wirtualnym cmentarzu istnieją także groby dla Vipów, w cenie złotych 300. Kupno zniczy i kwiatów waha się w zależności od tego na jak długo dany znicz pragniemy zapalić – od 9 do 50 zł. Cóż – widać wirtualna śmierć to niemała inwestycja.

 

Zasięg tego zjawiska mnie przeraził. Jak bardzo zagubiliśmy się w wirtualnym świecie. Do tego stopnia, że jak kalkę odwzorowujemy w nim wszystko, co nas otacza. Żyjemy jak cyborgi. Z dyskiem twardym na miejscu serca. To, co nie istnieje w sieci, nie istnieje w prawdziwym świecie. Tu jest nie tylko wygodniej. Bo przecież, żeby odwiedzić cmentarz, nie musimy wychodzić z domu. Ale także o wiele ciekawiej niż na żywo. Albo raczej wypadałoby rzec – na martwo. Są kwiaty, które nigdy nie więdną. Pomniki, których nie trzeba myć. Znicza, których nigdy nie zgasi wiatr. All inclusive.

 

Tylko, gdzie w tym wszystkim my?

21:49, black_owl
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 kwietnia 2009
Inwazja Bollywood

 

Współczesne społeczeństwo co jakiś czas ulega masowej fascynacji jakimś gatunkiem muzycznym, literackim, czy filmowym. Polska nie stanowi pod tym względem wyjątku. Kilka lat temu w naszym kraju, podobnie jak w Europie Zachodniej i USA, niezwykłą popularność zyskało dotychczas mało znane kino indyjskie. Indie stały się „trendy”, a filmy, które jeszcze niedawno wielu krytyków uważało za kicz, dziś królują na rynku dvd, w prasie fachowej, kobiecej, w gazetach codziennych i Internecie. Bollywood miało być chwilową modą, tymczasem po trzech latach jest nadal popularne i nic nie wskazuje na to, że ta popularność może szybko się zakończyć.

 

Bollywood (`B`, jak `Bombaj` + `ollywood`, jak `Hollywood`), jak skrótowo określa się indyjski przemysł filmowy, dotarło do Polski w 2005 roku, gdy do kin wszedł jeden z największych przebojów indyjskiego kina „Czasem słońce, czasem deszcz”. Wielki sukces filmu sprawił, że Bollywood stało się kopalnią pieniędzy. Filmy dołączane do gazet powodowały nieprawdopodobny wprost wzrost sprzedaży czasopisma. Polskie dziewczyny zaczęły uczyć się tańca hinduskiego, a sklepy indyjskie przeżywać oblężenie. Powstały fankluby, festiwale i strony internetowe w całości poświęcone bollywodzkim filmom.

Przyczyn popularność Bollywood należy szukać przede wszystkim w tym, że kino indyjskie zdecydowanie różni się od kina zachodniego. Filmy trwają zwykle ok. 3 godzin, czyli są dwa razy dłuższe od filmów hollywoodzkich. Tworzone w konwencji masala movie, mieszczą w sobie elementy wielu gatunków filmowych – musicalu, komedii, romansu, dramatu, czy filmu akcji. Obowiązkową częścią filmu są melodyjne piosenki i skomplikowane układy choreograficzne. Widzów zachwycają piękne stroje i dekoracje eksplodujące kolorami. Widać tu odwieczną tęsknotę Europejczyków za orientem.

 

W bollywoodzkich filmach duży akcent położony jest na przywiązanie do tradycji, często podkreślającej szacunek dla rodziców. Nie ma tu scen przemocy i seksu. A społeczeństwo zachodnie przesycone tym, co po sobie pozostawiła rewolucja obyczajowa lat 70-tych, tęskni do wartości konserwatywnych. Według raportu przygotowanego przez ośrodek badawczy Stratosfera, polska 20-latka jest bardziej konserwatywna niż jej starsze o pięć czy dziesięć lat koleżanki. Młode Polki deklarują powrót do konserwatywnych wartości, przede wszystkim wartości rodzinnych. A takie odnajdują w filmach Bollywood.

Widzów przyciągają do kin również emocje, których nie mogą znaleźć w żadnej innej kinematografii. Filmy są wolne od trudnych tematów, przedstawiając świat idealny, o fabule baśniowej, zazwyczaj kończącej się happy-endem. Współczesne społeczeństwo, które przytłacza szara codzienność chce oderwać się od rzeczywistość i choć na chwilę wrócić do dzieciństwa, gdzie świat był prosty, a wszystko zawsze kończyło się dobrze. Bollywood poprawia samopoczucie, a nikt łatwo nie rezygnuje z tego, co sprawia przyjemność.

09:25, black_owl
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 marca 2009
Wrocław: Festiwal Współczesnej Kultury Tradycyjnej

Już 17 kwietnia po raz drugi zawita do Wrocławia festiwal REMIZA promujący polską kulturę tradycyjną. Pojawią się na nim przedstawiciele wszystkich dziedzin folkloru wiejskiego i miejskiego. Wystawa fotograficzna, ludowe tańce i piosenki to tylko niektóre z atrakcji festiwalu.

REMIZA umożliwia uczestnikom wzięcie udziału w niecodziennych warsztatach, podczas których będą mieli okazję nauczyć się podstawowych kroków tańców ludowych i wypróbować swój głos w ludowych piosenkach. Festiwalowi towarzyszyć będą wystawy rękodzięła ludowego. Będzie można także pomówić z autorami prac i artystami. Nie zabraknie miejsca dla degustacji domowych wypieków. Szczegółowy program festiwalu znajduje się na stronie: http://www.remiza2009.cmt.art.pl/ Organizatorami imprezy jest wrocławskie Muzeum Etnograficzne i
Browar Mieszczański.

23:23, black_owl
Link Dodaj komentarz »